Jeśli zechcesz – dostrzeżesz. Jeśli zechcesz – zrozumiesz.

Reklamy

Kim jest handlowiec?

W dzisiejszych, szybko rozwijających się czasach handlowcem jest każdy. Codziennie dokonujemy różnorodnych transakcji, mniejszych i większych. Targujemy się o korzystniejszą cenę w sklepach. Korzystamy z kredytu na mieszkanie lub samochód. Rozmawiamy z szefem o podwyżce i budżecie na następny rok. Negocjujemy z dziećmi w domu. Swoją drogą, dzieci są najlepszymi negocjatorami – jak tu się oprzeć tym proszącym oczom…

Umiejętność sprzedaży przydaje się nie tylko zawodowym handlowcom. My wszyscy od najmłodszych lat podejmujemy działania umożliwiające osiągnięcie naszych celów. Wykorzystujemy umiejętności komunikowania się, żeby przekonać innych do podjęcia jakiejś akcji. Komunikacja jest kluczem do sukcesu, więc poprzez doskonalenie zdolności sprzedażowych możesz wzmocnić swoją skuteczność zarówno zawodową, jak i osobistą.

Jak to się ma do zawodu handlowca? Jakie kompetencje powinien posiadać handlowiec sukcesu? Wypiszę je w formie listy:

– lubiany;

– mający pozytywną postawę psychiczną;

– znający swoje produkty;

– potrafiący pozyskać i utrzymać klientów;

– efektywnie organizujący swój czas;

– reagujący na zastrzeżenia;

– profesjonalny;

– wyglądający dobrze i zdrowo.

Co Twoim zdaniem jest najważniejsze? Uważasz, że powinno się dopisać coś do tej listy? W których obszarach TY czujesz się najlepiej?

Do przemyślenia

Tym razem chciałabym skłonić Was do przemyśleń, podrzucając Wam kolejną krótką myśl, która ostatnimi czasy krąży mi po głowie:

Jesteś taki, jaki myślisz, że jesteś. I tak Cię postrzegają inni.

Być może wkrótce ją rozwinę, na razie zostawiam do zastanowienia się nad tym prostym twierdzeniem…

 

W co wierzysz?

Tym razem nie będę się rozpisywać. Pozostawiam tylko kawałek tekstu do przemyślenia. 🙂

 

Wszystko, co się dzieje w Twoim świecie – wewnętrznym i zewnętrznym – stanowi manifestację Twojej wiary w to, co niewidzialne. (…) Innymi słowy, poznasz dzieło swej wiary na własnym duchu, ciele i we wszystkich swoich sprawach. Będzie ono widoczne w Twoim życiu zawodowym, interesach, w Twojej rodzinie i wszystkich Twoich przedsięwzięciach, nawet w funkcjach Twojego ciała.

 

fragment książki „Potęga ludzkiego ducha (autor: dr Joseph Murphy)

Żyć własnym życiem

Ostatnio coraz bardziej wnikliwie obserwuję świat dookoła, a właściwie ludzi, gdyż oni są jak zawsze fascynujący. Powiem szczerze, że zaczyna mnie bardzo martwić kierunek, w który podążamy jako społeczeństwo. To, że nasze życie przenosi się do przestrzeni wirtualnej, stało się nieodwracalnym faktem i nie ma potrzeby tego komentować. Przerażające jest jednak patrzenie, jak osoba obok – zamiast cieszyć się naszym towarzystwem – notorycznie, z automatu, zupełnie nieświadomie sprawdza Facebooka.

Oczywiście z całej siły popieram jak najlepszy przepływ informacji. Jednak jednocześnie obawiam się, że nie tylko o przepływ informacji tu chodzi. Być może moje wnioski są zbyt daleko idące, ale wydaje mi się, że częste sprawdzanie Facebooka i stałe kontrolowanie wydarzeń dziejących się u „znajomych” zaczyna być bardzo wciągające. Tak bardzo, że więcej potrafimy powiedzieć na temat tego, co dzieje się na bieżąco u znajomych niż na temat tego, co udało nam się dokonać na przestrzeni ostatniego tygodnia.

Życie cudzym życiem powoduje brak rozwoju naszej samoświadomości. Przestajemy myśleć o tym, czego chcemy od życia. Nie zastanawiamy się nad naszymi planami. Nie zgłębiamy siebie, bo czas, który moglibyśmy na to przeznaczyć, poświęcamy na obserwowanie aktywności znajomych osób, zapominając, jak często ta aktywność bywa wymuszona.

Dlaczego uważam, że bywa wymuszona? Ponieważ portale społecznościowe doprowadziły do tego, że ludzie dzielą się z nami rzeczami nawet mało ważnymi i traktują to jak szczególne osiągnięcie. Nie istnieje żadna selekcja informacji. Mam wrażenie, że doszło do tego, iż użytkownicy Facebooka dokumentują nawet najmniejszy szczegół swego życia, choćby to, co jedzą na śniadanie. Przy każdej okazji robią selfie. Problem pojawia się, gdy ktoś zapyta ich o to, co faktycznie udało im się osiągnąć w ostatnim czasie.

Podczas prowadzonych konsultacji często zadaję ludziom pytanie, co mogą zaliczyć do swoich osiągnięć. Zazwyczaj mają oni bardzo duże trudności z odpowiedzią, bo stracili umiejętność wyznaczania priorytetów w swoim życiu.

Wszystko – także korzystanie z portali społecznościowych – jest dobre w granicach rozsądku. Jeżeli jednak czujesz, że powoli zaczynasz się zatracać w myślach o tym, co się dzieje na Facebooku, to może warto zadać sobie pytanie: Co udało mi się osiągnąć na przestrzeni ubiegłego tygodnia?

Sprowokuj się do autorefleksji. Jest to bardzo ważne, bo nim się ockniesz, może się okazać, że życie umyka Ci sprzed nosa, a o Twojej wartości świadczy jedynie ilość dodanych postów na Facebooku.

Pozostawiam do przemyślenia. 🙂

Wprowadzanie zmian i ich planowanie

zmiana Karolina Cala

W psychologii dużo mówi się o tym, że zmiana to nic innego jak wyjście poza granice strefy komfortu. Stanowi to świetne wytłumaczenie, dlaczego tak wielu z nas woli trwać w miejscu. Każda zmiana wiąże się z ryzykiem. Wywołuje w nas poczucie lęku, strach przed nieznanym, myśli pełne zwątpienia już na etapie planowania…

Jednak patrząc na zmianę w sposób nieco bardziej ludzki, można zauważyć, że boimy się zmian tak naprawdę dlatego, że w swych początkowych fazach trwania przekształcają nas z mistrza w ucznia, a w uczeniu się najważniejsza jest pokora. Pokora, która stwarza dodatkowe miejsce na przyjmowanie tego co nowe. Wielu z nas szybko wyzbywa się jej, osiągając pewien poziom w swoim życiu.

Reasumując, aby podjąć się wyzwania, jakie stanowi zmiana, potrzebujemy przygotować sobie pod nią solidny grunt.

Jeśli więc czujesz, że powinieneś dokonać pewnych zmian w swoim życiu, prywatnym czy zawodowym, na początku przygotuj się do nich. Nie skacz prosto w ogień, bo spłoniesz i znajdziesz się w jeszcze gorszej sytuacji niż przed zmianą.

To tak, jakbyś postanowił, że chcesz pojechać gdzieś za granicę, załóżmy, że na inny kontynent. Czy zrobiłbyś tak, że dziś podjąłbyś taką decyzję, a na przestrzeni kilku dni stałbyś już w kolejce na lotnisku? Tego typu doświadczenie z pewnością zrodziłoby w Tobie stres i napięcie. Po co?

Jednak jeśli poświęciłbyś tyle czasu, ile potrzebujesz, na zapoznanie się z tą myślą oraz na spakowanie się i zamówienie biletu, Twoje koszty – i to nie tylko emocjonalne – byłyby dużo niższe.

Ujawnia się zatem przed Tobą pierwszy etap procesu przygotowania do zmian: planowanie, które pomaga oswoić się z myślą o zmianie.

Drugi etap to zdobycie maksymalnej wiedzy na temat zmiany, jakiej chcesz dokonać. Jeżeli planujesz zmianę w życiu prywatnym, musisz przeanalizować wszystkie jej plusy i minusy, by sprawdzić jej ekologię. Ekologię w znaczeniu tego, jaki wpływ będzie miała zmiana na osoby dla Ciebie najważniejsze. W takich sytuacjach świetnie sprawdzają się sesje coachingowe, w których coach pytaniami pobudza do analizy zarówno obecnej sytuacji, jak i tej pożądanej.

Jednak jeśli masz w sobie wystarczająco dużo determinacji, prace w tym zakresie możesz wykonać samodzielnie. Natomiast jeśli planujesz zmianę zawodową, powinieneś przeanalizować rynek pracy, branże oraz interesujące Cię stanowisko. Ważne jest wykorzystanie portali społecznościowych do zdobycia wiedzy od osób mających doświadczenie zawodowe w interesującej Cię dziedzinie. Dzięki temu będziesz w stanie stworzyć obraz swojej zmiany w głowie, a to już stanowi połowę sukcesu.

Dodatkowo na tym etapie, by przybliżyć sobie wizje zmiany, warto odpowiedzieć na pytanie: Co pozytywnego się może stać, jeśli uda mi się dokonać zmiany?

Po odpowiedzi na to pytanie powinieneś jeszcze zabezpieczyć się, zadając sobie pytanie kolejne, a mianowicie: Co może się stać, jeśli nie uda mi się dokonać zmiany?

Odpowiadając na to pytanie, będziesz przygotowany na ewentualne niepowodzenia. Patrzenie na świat jedynie przez różowe okulary jest bardzo niebezpieczne. Warto wiedzieć, że zidentyfikowane niepowodzenia minimalizują swoje ryzyko wystąpienia.

Następnie przekształć swoje pytania odnośnie niepowodzenia w pytania, które zmienią Twój sposób spostrzegania ewentualnych niepowodzeń. Zrobisz to, odpowiadając na pytanie: Co pozytywnego się może stać, jeśli nie uda mi się dokonać zmiany?

Jeśli udzielisz wyczerpujących odpowiedzi na te pytania, będziesz o krok bliżej zmiany niż Ci się wydaje.

Trzecim etapem jest wykształcenie w sobie pokory. Po pierwsze, musisz mieć świadomość, że zmiana nie od razu będzie widoczna. Po drugie, powinieneś przygotować się psychicznie na to, że podejmując się zmiany, prawdopodobnie będziesz doświadczał dużo więcej niż to, na co się szykujesz. Zwłaszcza, jeśli zmiany, które chcesz wprowadzić, należą do niełatwych lub diametralnych.

Czwarty etap to uzbrojenie się w cierpliwość i w konsekwencję. Zmiany, głównie te większe, wymagają od nas dużego samozaparcia i konsekwencji w działaniu. Musisz przygotować się na to, że nic się nie dzieje z dnia na dzień. Czasem pozytywne efekty zmian przychodzą po kilku miesiącach, niekiedy nawet latach. Jeśli jednak będziesz miał w głowie wyraźny obraz tego, jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie po ich dokonaniu, wizja ta będzie Cię wspierać w trzymaniu się obranego kierunku.

Piątym etapem jest nieustanne działanie. To najważniejszy punkt. Bez niego planowanie nie ma najmniejszego sensu. Na tym etapie powinieneś zadać sobie pytanie: Co muszę zrobić, by wprowadzić planowaną zmianę w życie? Pomocne okaże się wypisanie wszystkiego, nawet najmniejszych działań, które przychodzą Ci do głowy.

Ostatni, szósty etap to uświadomienie. Musisz wiedzieć, kiedy uda Ci się dokonać tej ważnej w Twoim życiu zmiany. Tu zadaj sobie pytanie: Po czym poznam, że udało mi się zmiany dokonać?

Jak widzisz, przechodząc przez proces składający się z sześciu wyróżnionych przeze mnie etapów, łatwiej Ci będzie podejść do zmian i staną się one mniej przerażające. Tym samym zlikwidujesz napięcie hamujące Cię przed ich dokonaniem.

Cóż, skoro to takie proste, nie pozostaje Ci nic innego jak podjęcie się wyzwania, o którym myślałeś.

Trzymam kciuki!

Oczekiwania, które nas niszczą

oczekiwania

Ostatnio miałam okazję przysłuchać się interesującej historii. Otóż pewna bardzo urodziwa kobieta, pewna siebie oraz ustabilizowana finansowo i mentalnie, poznała mężczyznę, na widok którego krew w żyłach zaczęła płynąć szybciej, a w brzuchu odezwały się już dawno zapomniane motyle.

Ta kobieta była z gatunku tych lubiących zdobywać i dostawać od życia wszystko, czego chcą. Nie minęło zatem wiele czasu, zanim mężczyzna stał się jej. Zazwyczaj jej zdobycze należały do niej bezwzględnie i kompletnie. Jednak tym razem sytuacja po stronie mężczyzny okazała się tak skomplikowana, że nie wpisał się w schemat.

Tak czy siak kobieta przeżywała fantastyczne chwile z mężczyzną, który był już „jej”. Spędzali razem czas przed pracą i po pracy, albo romantycznie we dwoje przy kolacji, albo aktywnie na spacerach w lesie. Dzielili ze sobą bardzo dużo chwil, chociaż oboje wiedzieli, że wikłają się w coś bardzo skomplikowanego. Mimo wszystko było naprawdę pięknie.

Niestety niewiele później okazało się, że mężczyzna musi wyjechać we wcześniej zaplanowaną podróż, do tego długą i daleką, a nie krótką i bliską. Wyjazd szykował się w piątek z samego rana. Wiedząc to, był u swej pięknej kobiety w poniedziałek, wtorek oraz środę. Nie zjawił się jednak w czwartek, gdyż ten dzień poświęcił na przygotowania do wyjazdu. Dla niego było to oczywiste.

A co z kobietą? Kobieta była bardzo rozczarowana. Fakt, że mężczyzna nie przybył do niej w czwartek, zrodził w je umyśle wiele żalu i wypełnił jej serce po same brzegi. Nie była zdolna tego wytrzymać. Wszystko stało się dla niej jednoznaczne. Jeszcze tego samego dnia podjęła decyzję i to bezdyskusyjnie. Mężczyzna już nigdy więcej nie pojawił się w jej życiu. Ani ten, ani żaden inny na dłużej…

To tylko jedna z wielu podobnych historii. Czy chociaż raz miałeś uczucie, że ktoś, na kogo liczyłeś, ewidentnie Cię zawiódł? Myślę, że każdy z nas miał taką sytuację przynajmniej raz. Zastanawiałam się, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego pojawiają się niepotrzebne zawiłości, kłótnie, nieporozumienia?

Przyczyny szukamy w nieprawidłowej komunikacji. Myślę jednak, że leżą one głębiej. Im większe masz oczekiwania, tym bardziej ludzie Cię rozczarowują. Im mniej oczekujesz od innych, tym ich zachowania stają się dla Ciebie bardziej zaskakujące i przynoszą więcej radości. Zaczynasz doceniać każdy, nawet najmniejszy gest w Twoim kierunku, ponieważ wiesz, że nikt, ale to absolutnie nikt, nie ma w stosunku do Ciebie żadnego obowiązku. Taka świadomość budzi wdzięczność, która jest fundamentem wartościowego życia.

Pozostawiam do głębszego przemyślenia…

Dla człowieka o gołębim sercu i duszy wojownika

Dziś  na blogu postanawiam urządzić prywatę 🙂 Otóż dziś są urodziny ważnej dla mnie osoby. Osoby, która potrafi spojrzeć w oczy śmierci, która potrafi poruszyć niebo i ziemię by pomóc drugiemu człowiekowi i która swoją energią wewnętrzną potrafiłaby przenosić góry. Nie wiem co mnie podkusiło, jednak uznałam, że prezent w postaci wpisu będzie najlepszy. Tak […]

Zacznij wierzyć

Rodzina i wiara to wartości wciąż najważniejsze dla Polaków”. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania postaw religijnych i społecznych Polaków, przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC. To chyba dobrze, zwłaszcza jeśli za poziomem deklaratywnym wiary stoją również wskaźniki czynów, które ją potwierdzają.

Jednak nie chciałabym poruszać tematu wiary, gdyż często bezpośrednio kojarzy nam się z religią. A ja nie o takim aspekcie wiary myślę.

Pewnego dnia nasunęło mi się na myśl pytanie, które może i Ty sam kiedyś zadałeś: po co nam wiara?

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Wtedy zrozumiałam, że często pokładamy wiarę w różne rzeczy, na przykład w Boga i w przeznaczenie. To wszystko jest nam bardzo potrzebne, bo czujemy, że istnieje „Ktoś” lub „Coś” od nas potężniejsze i silniejsze, że możemy się o „Kogoś” lub „Coś” oprzeć. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa, którego każdy z nas tak bardzo potrzebuje. To bardzo dobrze, gdyż bezpieczeństwo to fundamentalna potrzeba człowieka.

Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz: tak bardzo wierzymy w to, co na zewnątrz nas, a tak mało wierzymy w samych siebie, w swoją wewnętrzną siłę, w swoje możliwości, w swoje umiejętności. Dotarło do mnie, że jest to spowodowane tylko jednym czynnikiem – niskim poziomem świadomości NAS SAMYCH.

Podczas wielu szkoleń i konsultacji zaobserwowałam, że większość osób ma w sobie wiele pozytywnych pokładów zdolności i wiele nieuświadomionych sił. Myślę, że jest to spowodowane faktem, że żyjemy w czasach wyścigu szczurów, gdzie każdy z nas chce żyć lepiej, zapewnić sobie i bliskim jak najlepszą przyszłość. Gonimy za pieniądzem, czas ucieka, a my nie mamy chwili na to, by zajrzeć w głąb siebie. Podczas nielicznych chwil wytchnienia zajmujemy się czynnościami, które nas nie rozwijają, ale ograniczają. Przykładowo, śledzimy portale społecznościowe znajomych (czasem zazdrościmy im tego, jak żyją), a także dzielimy się swoimi momentami w formie zdjęć. Ale tak naprawdę nie przeżywamy tych chwil tu i teraz.

Przemyślenia te spowodowały, że powoli zaczęłam wycofywać się z Facebooka, który – po zastanowieniu – nie wnosi nic pozytywnego do mojego życia. Oczywiście jest to świetne narzędzie marketingowe, ale na tym chyba kończą się jego pozytywne strony.

Cieszę się, gdy mogę podczas moich szkoleń i konsultacji uświadamiać tę jakże oczywistą wiedzę innym, nakłaniać do tego, by więcej czasu poświęcali sobie. Rozmyślenia o sobie pogłębiają samoświadomość, a ta napędza wiarę w siebie. Dzięki temu możemy przeżyć życie, podejmując się bardziej odważnych czynów; przeżyć je „bardziej” niż nam się wydaje w każdym znaczeniu tego słowa.

A czas nieubłaganie płynie… Właśnie minęło minimum pięć minut Twojego cennego życia. Mam nadzieję, że akurat to pięć minut potraktujesz jako jedną z lepszych inwestycji.

Pozostawiam do przemyślenia…

Pomagać czy nie?

Jestem osobą, która nie potrafi być obojętna na krzywdę innych. Lubię pomagać, gdyż wierzę, że każdy pozytywny uczynek nie pozostaje bez echa – jest przekazywany dalej w świat. Jednak ostatnio spojrzałam na kwestię udzielania pomocy z zupełnie odmiennej perspektywy.

Będąc na zakupach, zostałam poproszona o drobne przez żebrzącego mężczyznę. Opowiedział mi pokrótce historię swojego życia – o tym, że był sportowcem, ale kiedy odeszła od niego żona, załamał się i wylądował na ulicy. Zanim do mnie podszedł, obserwowałam go przez chwilę i zauważyłam, że inni ludzie zupełnie go ignorują. Dodatkowo zabolało mnie, że mężczyzna nie tylko był ignorowany, ale też czasem odnoszono się do niego z agresją.

Oczywiście poratowałam go drobnymi. Ale potem zamiast poczucia, że zrobiłam dobry uczynek, pojawiły się wyrzuty sumienia. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście dobrze zrobiłam. Przecież nie pomogłam temu mężczyźnie na dłuższą metę; jedynie utwierdziłam go w poczuciu beznadziejności sytuacji, w której się znalazł. Wsparłam jego negatywne wyobrażenie o otaczającej go rzeczywistości. Pokazałam mu, że nic więcej nie może zmienić, a więc umocniłam jego negatywny schemat myślenia. W ostatecznym rozrachunku wychodzi na to, że wcale mu nie pomogłam, a prawdopodobnie zaszkodziłam…

Ta sytuacja pozwoliła mi wyciągnąć dwa wartościowe wnioski:

Po pierwsze, każda materialna pomoc skierowana do człowieka w potrzebie umacnia go w poczuciu beznadziejności. Pomoc mentalna zaś wzmacnia i dodaje sił.

Po drugie, trzeba być wystarczająco dojrzałym i mądrym człowiekiem, żeby móc sobie pozwolić na pomaganie innym w taki sposób, żeby nie zaszkodzić, ale faktycznie pomóc.