Zacznij wierzyć

Rodzina i wiara to wartości wciąż najważniejsze dla Polaków”. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania postaw religijnych i społecznych Polaków, przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC. To chyba dobrze, zwłaszcza jeśli za poziomem deklaratywnym wiary stoją również wskaźniki czynów, które ją potwierdzają.

Jednak nie chciałabym poruszać tematu wiary, gdyż często bezpośrednio kojarzy nam się z religią. A ja nie o takim aspekcie wiary myślę.

Pewnego dnia nasunęło mi się na myśl pytanie, które może i Ty sam kiedyś zadałeś: po co nam wiara?

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Wtedy zrozumiałam, że często pokładamy wiarę w różne rzeczy, na przykład w Boga i w przeznaczenie. To wszystko jest nam bardzo potrzebne, bo czujemy, że istnieje „Ktoś” lub „Coś” od nas potężniejsze i silniejsze, że możemy się o „Kogoś” lub „Coś” oprzeć. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa, którego każdy z nas tak bardzo potrzebuje. To bardzo dobrze, gdyż bezpieczeństwo to fundamentalna potrzeba człowieka.

Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz: tak bardzo wierzymy w to, co na zewnątrz nas, a tak mało wierzymy w samych siebie, w swoją wewnętrzną siłę, w swoje możliwości, w swoje umiejętności. Dotarło do mnie, że jest to spowodowane tylko jednym czynnikiem – niskim poziomem świadomości NAS SAMYCH.

Podczas wielu szkoleń i konsultacji zaobserwowałam, że większość osób ma w sobie wiele pozytywnych pokładów zdolności i wiele nieuświadomionych sił. Myślę, że jest to spowodowane faktem, że żyjemy w czasach wyścigu szczurów, gdzie każdy z nas chce żyć lepiej, zapewnić sobie i bliskim jak najlepszą przyszłość. Gonimy za pieniądzem, czas ucieka, a my nie mamy chwili na to, by zajrzeć w głąb siebie. Podczas nielicznych chwil wytchnienia zajmujemy się czynnościami, które nas nie rozwijają, ale ograniczają. Przykładowo, śledzimy portale społecznościowe znajomych (czasem zazdrościmy im tego, jak żyją), a także dzielimy się swoimi momentami w formie zdjęć. Ale tak naprawdę nie przeżywamy tych chwil tu i teraz.

Przemyślenia te spowodowały, że powoli zaczęłam wycofywać się z Facebooka, który – po zastanowieniu – nie wnosi nic pozytywnego do mojego życia. Oczywiście jest to świetne narzędzie marketingowe, ale na tym chyba kończą się jego pozytywne strony.

Cieszę się, gdy mogę podczas moich szkoleń i konsultacji uświadamiać tę jakże oczywistą wiedzę innym, nakłaniać do tego, by więcej czasu poświęcali sobie. Rozmyślenia o sobie pogłębiają samoświadomość, a ta napędza wiarę w siebie. Dzięki temu możemy przeżyć życie, podejmując się bardziej odważnych czynów; przeżyć je „bardziej” niż nam się wydaje w każdym znaczeniu tego słowa.

A czas nieubłaganie płynie… Właśnie minęło minimum pięć minut Twojego cennego życia. Mam nadzieję, że akurat to pięć minut potraktujesz jako jedną z lepszych inwestycji.

Pozostawiam do przemyślenia…

Dobry sprzedawca wychodzi naprzeciw potrzebom klienta

Sprzedaż odgrywa ważną rolę w życiu każdego człowieka. O tym, jak bardzo ważną, możemy przekonać się na co dzień. Zjawisko to da się zaobserwować na każdym kroku. Sprzedajemy produkty, usługi, a nawet własne zdolności – pracując. Wszystko poza nadrzędnymi wartościami podlega prawu kupna i sprzedaży. Celowo generalizuję. Nie wspominam o wyjątkach, które prawdopodobnie przychodzą Ci na myśl. Tak, one istnieją, ale stanowią potwierdzenie reguły.

Skoro wszystko można sprzedać i wszystko można kupić, to dlaczego te same produkty i usługi czasem sprzedają się lepiej, a czasem gorzej? Czy zależy to od jakości produktu bądź usługi? Być może. Ale co w przypadku sytuacji, gdy mówimy o dwóch identycznych rzeczach od tego samego producenta? Wyobraźmy sobie, że w sklepie „A” dany produkt rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, natomiast w sklepie „B” zalega na półkach. Jak to możliwe? Jeżeli różnica nie wynika z jakości oferowanego produktu, to gdzie leży przyczyna? Wygląda na to, że w samym procesie sprzedaży.

Wbrew pozorom sprzedaż jest procesem skomplikowanym. Sprzedawcy prześcigają się w ubarwianiu i uatrakcyjnianiu swoich ofert tylko po to, by zyskać klientów. Uczą się technik i metod sprzedaży, a potem często stosują je nieudolnie, co tylko wyprowadza Was z równowagi. Prawda jest taka, że mogą nawet stawać na rzęsach, ale i tak nie uda im się nic wskórać w sytuacji, gdy TY TEGO PO PROSTU NIE POTRZEBUJESZ.

Rozejrzyj się teraz dookoła siebie. Jakie rzeczy Cię otaczają? Czy aby na pewno w pełni z nich korzystasz, wszystkie Ci służą, bez żadnej rzeczy nie możesz się obyć? Nie? A no właśnie… Nie potrzebujesz ich, nie są Ci niezbędne, a mimo to posiadasz je. Jednak nie odczuwasz dyskomfortu psychicznego z tego powodu, że najzwyczajniej w świecie zalegają na półkach, bo wiesz, że pewnie jeszcze Ci się przydadzą, może raz, może dwa, może więcej. Jak to więc jest?

Można powiedzieć, że dobra sprzedaż przechodzi przez dwa ważne etapy. Pierwszy polega na uświadomieniu klientowi jego potrzeb, a drugi – na zaspokojeniu ich.

Tylko ci, którzy potrafią właściwie rozpoznać potrzeby klienta, uświadomić mu je, a następnie zaspokoić, mogą nosić miano dobrego sprzedawcy. Jednak supersprzedawcą jest ten, kto dodatkowo potrafi sprawić, że klient po zakupie danego produktu nie będzie czuł dyskomfortu psychicznego. W psychologii zjawisko to funkcjonuje pod nazwą dysonansu postdecyzyjnego.

Sprzedaż nie jest więc wciśnięciem klientowi czegoś na siłę. Samo określenie „na siłę” świadczy o tym, że klient najwyraźniej danej rzeczy nie potrzebuje. Aby sprzedaż była zadowalająca dla osoby kupującej, powinna zawierać jeszcze trzeci etap. Oznacza on wspólne uargumentowanie klienta i sprzedawcy o słuszności wyboru konkretnego produktu lub usługi.

Jednak gdy klient nie potrafi sam tego uargumentować, nie ma nic gorszego niż stwierdzenie „na pewno się to Panu przyda”. Przecież każdy sam dobrze wie, co mu się przyda, a co nie! Lecz jeśli i sprzedawca, i kupujący znajdą razem argumenty przemawiające za zakupem, można mówić o udanej sprzedaży. Sprzedawca będzie mieć poczucie, że zaspokoił potrzebę klienta i wyszedł mu naprzeciw. Klient z kolei czuje satysfakcję z podjęcia dobrej decyzji.

Oczywiście właściwe zdefiniowanie potrzeb klienta to sprawa niełatwa. Jednak istnieją tacy, którzy na zdolności definiowania potrzeb klienta. No i na zaspokajaniu zarabiają więcej niż konkurencja.