Oczekiwania, które nas niszczą

oczekiwania

Ostatnio miałam okazję przysłuchać się interesującej historii. Otóż pewna bardzo urodziwa kobieta, pewna siebie oraz ustabilizowana finansowo i mentalnie, poznała mężczyznę, na widok którego krew w żyłach zaczęła płynąć szybciej, a w brzuchu odezwały się już dawno zapomniane motyle.

Ta kobieta była z gatunku tych lubiących zdobywać i dostawać od życia wszystko, czego chcą. Nie minęło zatem wiele czasu, zanim mężczyzna stał się jej. Zazwyczaj jej zdobycze należały do niej bezwzględnie i kompletnie. Jednak tym razem sytuacja po stronie mężczyzny okazała się tak skomplikowana, że nie wpisał się w schemat.

Tak czy siak kobieta przeżywała fantastyczne chwile z mężczyzną, który był już „jej”. Spędzali razem czas przed pracą i po pracy, albo romantycznie we dwoje przy kolacji, albo aktywnie na spacerach w lesie. Dzielili ze sobą bardzo dużo chwil, chociaż oboje wiedzieli, że wikłają się w coś bardzo skomplikowanego. Mimo wszystko było naprawdę pięknie.

Niestety niewiele później okazało się, że mężczyzna musi wyjechać we wcześniej zaplanowaną podróż, do tego długą i daleką, a nie krótką i bliską. Wyjazd szykował się w piątek z samego rana. Wiedząc to, był u swej pięknej kobiety w poniedziałek, wtorek oraz środę. Nie zjawił się jednak w czwartek, gdyż ten dzień poświęcił na przygotowania do wyjazdu. Dla niego było to oczywiste.

A co z kobietą? Kobieta była bardzo rozczarowana. Fakt, że mężczyzna nie przybył do niej w czwartek, zrodził w je umyśle wiele żalu i wypełnił jej serce po same brzegi. Nie była zdolna tego wytrzymać. Wszystko stało się dla niej jednoznaczne. Jeszcze tego samego dnia podjęła decyzję i to bezdyskusyjnie. Mężczyzna już nigdy więcej nie pojawił się w jej życiu. Ani ten, ani żaden inny na dłużej…

To tylko jedna z wielu podobnych historii. Czy chociaż raz miałeś uczucie, że ktoś, na kogo liczyłeś, ewidentnie Cię zawiódł? Myślę, że każdy z nas miał taką sytuację przynajmniej raz. Zastanawiałam się, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego pojawiają się niepotrzebne zawiłości, kłótnie, nieporozumienia?

Przyczyny szukamy w nieprawidłowej komunikacji. Myślę jednak, że leżą one głębiej. Im większe masz oczekiwania, tym bardziej ludzie Cię rozczarowują. Im mniej oczekujesz od innych, tym ich zachowania stają się dla Ciebie bardziej zaskakujące i przynoszą więcej radości. Zaczynasz doceniać każdy, nawet najmniejszy gest w Twoim kierunku, ponieważ wiesz, że nikt, ale to absolutnie nikt, nie ma w stosunku do Ciebie żadnego obowiązku. Taka świadomość budzi wdzięczność, która jest fundamentem wartościowego życia.

Pozostawiam do głębszego przemyślenia…

Reklamy

Dla człowieka o gołębim sercu i duszy wojownika

Dziś  na blogu postanawiam urządzić prywatę 🙂 Otóż dziś są urodziny ważnej dla mnie osoby. Osoby, która potrafi spojrzeć w oczy śmierci, która potrafi poruszyć niebo i ziemię by pomóc drugiemu człowiekowi i która swoją energią wewnętrzną potrafiłaby przenosić góry. Nie wiem co mnie podkusiło, jednak uznałam, że prezent w postaci wpisu będzie najlepszy. Tak […]

Zacznij wierzyć

Rodzina i wiara to wartości wciąż najważniejsze dla Polaków”. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania postaw religijnych i społecznych Polaków, przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC. To chyba dobrze, zwłaszcza jeśli za poziomem deklaratywnym wiary stoją również wskaźniki czynów, które ją potwierdzają.

Jednak nie chciałabym poruszać tematu wiary, gdyż często bezpośrednio kojarzy nam się z religią. A ja nie o takim aspekcie wiary myślę.

Pewnego dnia nasunęło mi się na myśl pytanie, które może i Ty sam kiedyś zadałeś: po co nam wiara?

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Wtedy zrozumiałam, że często pokładamy wiarę w różne rzeczy, na przykład w Boga i w przeznaczenie. To wszystko jest nam bardzo potrzebne, bo czujemy, że istnieje „Ktoś” lub „Coś” od nas potężniejsze i silniejsze, że możemy się o „Kogoś” lub „Coś” oprzeć. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa, którego każdy z nas tak bardzo potrzebuje. To bardzo dobrze, gdyż bezpieczeństwo to fundamentalna potrzeba człowieka.

Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz: tak bardzo wierzymy w to, co na zewnątrz nas, a tak mało wierzymy w samych siebie, w swoją wewnętrzną siłę, w swoje możliwości, w swoje umiejętności. Dotarło do mnie, że jest to spowodowane tylko jednym czynnikiem – niskim poziomem świadomości NAS SAMYCH.

Podczas wielu szkoleń i konsultacji zaobserwowałam, że większość osób ma w sobie wiele pozytywnych pokładów zdolności i wiele nieuświadomionych sił. Myślę, że jest to spowodowane faktem, że żyjemy w czasach wyścigu szczurów, gdzie każdy z nas chce żyć lepiej, zapewnić sobie i bliskim jak najlepszą przyszłość. Gonimy za pieniądzem, czas ucieka, a my nie mamy chwili na to, by zajrzeć w głąb siebie. Podczas nielicznych chwil wytchnienia zajmujemy się czynnościami, które nas nie rozwijają, ale ograniczają. Przykładowo, śledzimy portale społecznościowe znajomych (czasem zazdrościmy im tego, jak żyją), a także dzielimy się swoimi momentami w formie zdjęć. Ale tak naprawdę nie przeżywamy tych chwil tu i teraz.

Przemyślenia te spowodowały, że powoli zaczęłam wycofywać się z Facebooka, który – po zastanowieniu – nie wnosi nic pozytywnego do mojego życia. Oczywiście jest to świetne narzędzie marketingowe, ale na tym chyba kończą się jego pozytywne strony.

Cieszę się, gdy mogę podczas moich szkoleń i konsultacji uświadamiać tę jakże oczywistą wiedzę innym, nakłaniać do tego, by więcej czasu poświęcali sobie. Rozmyślenia o sobie pogłębiają samoświadomość, a ta napędza wiarę w siebie. Dzięki temu możemy przeżyć życie, podejmując się bardziej odważnych czynów; przeżyć je „bardziej” niż nam się wydaje w każdym znaczeniu tego słowa.

A czas nieubłaganie płynie… Właśnie minęło minimum pięć minut Twojego cennego życia. Mam nadzieję, że akurat to pięć minut potraktujesz jako jedną z lepszych inwestycji.

Pozostawiam do przemyślenia…

Pomagać czy nie?

Jestem osobą, która nie potrafi być obojętna na krzywdę innych. Lubię pomagać, gdyż wierzę, że każdy pozytywny uczynek nie pozostaje bez echa – jest przekazywany dalej w świat. Jednak ostatnio spojrzałam na kwestię udzielania pomocy z zupełnie odmiennej perspektywy.

Będąc na zakupach, zostałam poproszona o drobne przez żebrzącego mężczyznę. Opowiedział mi pokrótce historię swojego życia – o tym, że był sportowcem, ale kiedy odeszła od niego żona, załamał się i wylądował na ulicy. Zanim do mnie podszedł, obserwowałam go przez chwilę i zauważyłam, że inni ludzie zupełnie go ignorują. Dodatkowo zabolało mnie, że mężczyzna nie tylko był ignorowany, ale też czasem odnoszono się do niego z agresją.

Oczywiście poratowałam go drobnymi. Ale potem zamiast poczucia, że zrobiłam dobry uczynek, pojawiły się wyrzuty sumienia. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście dobrze zrobiłam. Przecież nie pomogłam temu mężczyźnie na dłuższą metę; jedynie utwierdziłam go w poczuciu beznadziejności sytuacji, w której się znalazł. Wsparłam jego negatywne wyobrażenie o otaczającej go rzeczywistości. Pokazałam mu, że nic więcej nie może zmienić, a więc umocniłam jego negatywny schemat myślenia. W ostatecznym rozrachunku wychodzi na to, że wcale mu nie pomogłam, a prawdopodobnie zaszkodziłam…

Ta sytuacja pozwoliła mi wyciągnąć dwa wartościowe wnioski:

Po pierwsze, każda materialna pomoc skierowana do człowieka w potrzebie umacnia go w poczuciu beznadziejności. Pomoc mentalna zaś wzmacnia i dodaje sił.

Po drugie, trzeba być wystarczająco dojrzałym i mądrym człowiekiem, żeby móc sobie pozwolić na pomaganie innym w taki sposób, żeby nie zaszkodzić, ale faktycznie pomóc.