Sztuka organizacji szkoleń, czyli jak freelancerzy powinni dbać o pełne zadowolenie odbiorców

Badania GUS wskazują, że co piąta osoba w wieku od dwudziestu pięciu do sześćdziesięciu czterech lat dokształcała się na kursach i szkoleniach. Widać też, że coraz więcej osób korzysta z pozaformalnych firm nauczania. Można przypuszczać, iż mamy tu do czynienia ze swoistą reakcją na zmiany wynikające z dynamicznego rozwoju świata.

Jednak nawet najlepsze szkolenie i świetnie przygotowany warsztat nie przyniosą oczekiwanej satysfakcji, jeśli uczestnicy nie skoncentrują się na treści szkolenia.

Żeby szkolenie było w stu procentach udane, zarówno szkoleniowiec, jak i organizator szkolenia powinni wspiąć się na szczyt własnych możliwości.

Trener, szkoleniowiec, czy kimkolwiek będzie osoba prowadząca warsztat, zajęcia lub wykład, musi dokonać właściwego wyboru co do organizatora szkolenia.

Firmy wynajmujące sale szkoleniowe często oferują również usługę zapewnienia organizatora szkolenia. Jednak nie jest to najlepszy wybór, gdyż te osoby nie są całkowicie oddane szkoleniu. Poza tym z reguły nie znają tematyki szkolenia, a co za tym idzie – grupy docelowej oraz poziomu jej oczekiwań. Oczywiście każde szkolenie powinno być traktowane z taką samą dbałością, ale z badań wynika, że osoby o dużym doświadczeniu i wysokich kwalifikacjach mają większe oczekiwania niż pozostali odbiorcy.

Wybór profesjonalnego organizatora to bardzo ważny element, zwłaszcza w przypadku szkoleń otwartych prowadzonych przez freelancerów. Powinna to być osoba, która organizuje każdy etap szkolenia, od pierwszego kontaktu z osobami potencjalnie zainteresowanymi szkoleniem, aż po kontakt z uczestnikami po zakończeniu szkolenia.

Posiadanie własnego organizatora stanowi ogromne ułatwienie i zdecydowanie podwyższa poziom obsługi klienta. Takie rozwiązanie często wcale nie okazuje się drogie. Trener nie musi zatrudniać organizatorów bezpośrednio. Obecnie na rynku istnieją firmy, które świadczą usługi outsourcingowe z zakresu organizacji szkoleń. Pobierają opłaty w wysokości od trzydziestu do pięćdziesięciu procent przychodu ze szkolenia, w zależności od ceny oraz czasu trwania.

W takich sytuacjach szkoleniowiec otrzymuje przypisaną do swojego projektu osobę, która zajmuje się organizacją i obsługą szkolenia od A do Z. Wtedy trener ma możliwość skoncentrowania się tylko i wyłącznie na treści szkolenia, a więc na tym, co daje mu największą satysfakcję. Jednocześnie usługa ta stanowi o wiele tańsze rozwiązanie niż zatrudnienie pomocnika na własną rękę.

Coraz więcej trenerów korzysta z tego typu rozwiązania. Duże znaczenie ma tu fakt, że to firma pracuje dla trenera, a nie na odwrót. Poza tym trener niczym nie ryzykuje. Jeżeli firmie nie uda się zebrać odpowiedniej liczby uczestników na konkretny termin, nie pobiera za to gaży, ale przekłada termin szkolenia. Prowizję pobiera dopiero po odbytym szkoleniu.

Warto pamiętać, że każde szkolenie – nawet najmniejsze – stanowi wizytówkę trenera. Zadbanie o całokształt szkolenia jest więc rzeczą konieczną. Nierzadko zdarza się, iż osoby prowadzące zdają się w pełni na niedoświadczonych organizatorów. Zdarza się też, że robią wszystko same. W takim wypadku wartość przeprowadzonego warsztatu najczęściej pozostawia sobie wiele do życzenia. Wartość takiego szkolenia maleje w oczach uczestników będących bacznymi obserwatorami i mających duży bagaż doświadczeń i porównań.

Docenienie uczestników szkolenia odgrywa niebagatelną rolę przy powodzeniu przedsięwzięcia. Należy więc zadbać o jakość nie tylko samego warsztatu, ale także kwestii organizacyjnych i związanych z obsługą klienta.

Reklamy

Stan up-time i konsekwencja w działaniu

Chciałabym dzisiaj podzielić się moją kolejną jakże oczywistą, choć tak niezauważalną dla wielu obserwacją.

Codziennie przyglądam się sobie, swoim działaniom i doświadczeniom.  Patrzę też na swoje stany, chwile bieżące i wszelkie drobne zachowania. Dlaczego? Dlatego, że nawet moja najmniejsza akcja za każdym razem ma dość duży wpływ na to, jak wygląda mój kolejny dzień, tydzień, miesiąc…

To naprawdę niesamowite uczucie, kiedy co jakiś czas uzmysławiam sobie, że to, gdzie jestem tu i teraz, stanowi wynik tego, co zrobiłam w przeszłości. Nie mówię w tym momencie o „wielkich myślach” i stojących za nimi „wielkich czynach”. Te, mam nadzieję, jeszcze przede mną. 😉 Mam raczej na myśli błahe, zdawałoby się, czynności, które wykonywałam i wykonuję na co dzień.

Każdego dnia, wstając z łóżka i siadając przed komputerem – gdyż na tym w większości opiera się moja praca – zauważam, że osiągam tak zwany stan up-time. Jest to dość dziwne uczucie, gdyż wówczas zapominam o wszystkich innych rzeczach, nawet o zwykłych potrzebach fizjologicznych.

Stan up-time zazwyczaj osiąga się wtedy, gdy dana czynność sprawia nam na tyle przyjemności, iż koncentrujemy się na niej w pełni, znajdując się dokładnie „tu i teraz”. Nie jest jednak tak, że wszystko sprawia mi ogromną frajdę. Istnieją rzeczy, które robię chętniej oraz rzeczy, o których wiem, że muszę je zrobić. Jako że prowadzę własną firmę, muszę liczyć się z dużą ilością papierkowej roboty, za którą niezbyt przepadam.

Co chcę przez to powiedzieć? Otóż to, że stan up-time osiągam niezależnie od tego, czy wykonuję czynność dla mnie przyjemną (na przykład projekty graficzne), czy też mniej przyjemną (typu robienie zestawień dla księgowej). I że stan ten został przeze mnie wypracowany. Otóż to, mam go w nawyku. To powinna być dość dobra informacja dla każdego, kto dba o jakość wykonywanej pracy. Bowiem w stanie up-time wykonujemy rzeczy bardziej dokładnie, koncentrując się w pełni na zadaniu.

Zatem w jaki sposób można wypracować w sobie nawyk stanu up-time? Zapewne każdy może mieć na to inny sposób. W moim przypadku doprowadziła do tego konsekwencja w działaniu. Na początku wypisuję wszystkie zadania do zrobienia „na dziś” i układam je w kolejności priorytetowej. Następnie zajmuję się po kolei każdym z nich, poświęcając mniej lub więcej czasu, w zależności od stopnia skomplikowania zadania. Co istotne, nie przerywam działania, dopóki nie skończę. Obserwatorom z boku może się wydawać, że robię za mało przerw od komputera, jednak ja podświadomie wiem, że na przerwę muszę sobie zapracować.

Takie przekonanie wyrobiłam sobie podczas wieloletnich doświadczeń w sprzedaży. Powiem szczerze, że jest to bardzo wspierające przekonanie. Wiem, że czasem traktuję siebie zbyt surowo i nie odpuszczam, dopóki czegoś nie zrobię. Ale zdaję sobie sprawę, że gdy wybiję się ze stanu koncentracji, będzie mi trudno do niego wrócić. A stan koncentracji udaje mi się osiągnąć nawet wtedy, gdy robię coś bardzo mało atrakcyjnego, na przykład opłacam rachunki i tworzę zestawienia faktur.

Idąc dalej tym tropem, wiem, że gdy nie wykorzystam chwili „bycia na fali”, stracę coś wartościowego. Kiedy dobrze mi idzie wykonywanie zadania, nigdy nie przerwę, dopóki nie skończę lub przynajmniej dopóki nie osiągnę takiego etapu, w którym znam już wynik końcowy.

Zauważyłam, że dużo osób robi przerwę, gdy im coś nie idzie. Tym samym poddają się i przedłużają czas wykonania zadania. Jeszcze inni robią przerwę zaraz po tym, gdy w końcu wpadną na jakiś trop; kiedy objawi się przez nimi pomysł na wykonanie zadania. Przerwa jest wtedy nagrodą za znalezienie dobrego rozwiązania. Sęk w tym, że po takiej przerwie często trzeba ponownie przejść sporą część procesu myślowego, gdyż wpłynęła ona destrukcyjnie na dotychczasowy sposób myślenia. Dlatego trzeba uważać, żeby nie odpoczywać na zbyt wczesnym etapie.

Następnym razem, gdy pomyślisz sobie o planowanej przerwie, zastanów się, na ile zależy Ci na realizacji danego zadania. Jeśli wpływa ono dość silnie na Twoje kolejne dni, dalszą pracę i życie – przemyśl, czy nie lepiej jednak przycisnąć siebie bardziej.

Mamy w sobie ogromny potencjał i jesteśmy w stanie zrobić więcej niż nam się zdaje, ale pod jednym warunkiem: jeśli wymagamy od siebie więcej i nie dajemy sobie taryfy ulgowej. Pamiętaj, że to, w jaki sposób siebie traktujesz, świadczy o tym, co o sobie myślisz. W konsekwencji będzie stanowić o tym, kim będziesz i jak będziesz żyć. Mówi Ci to osoba, która widzi, że każdego dnia jest coraz dalej i na coraz lepszym etapie swojego życia.

Czyż nie o to w życiu chodzi, by iść do przodu i obserwować zmiany? By odczuwać te zmiany pozytywnie i przeć dalej? Na pewno zgodzą się ze mną ci, którzy lubią się zmęczyć, żeby poczuć, że żyją. Jeśli Ty tego nie czujesz – zrób sobie już teraz przerwę. 🙂

„Wszystko, co masz dzisiaj, jest efektem wczorajszego wysiłku”

Nigdy bym nie pomyślała, że inspiracji można szukać w internecie. A jednak. Nasze życie stale się zmienia. Zmiany dotyczą także sposobów komunikacji. Kiedyś ludzie dzielili się swoimi obserwacjami face to face, wśród ograniczonego grona odbiorców. Teraz, dzięki sieci, mogą docierać do odbiorców z niemal każdego zakątka świata.

1328993349_by_RAFALOSKAR_600

Uważam za fascynujący fakt, że można obserwować czyjeś opinie i poglądy na świat za pośrednictwem umieszczanych w internecie „demotów”. Oczywiście często spotyka się wiele tzw. „śmieci informacyjnych”, ale pojawiają się również przemyślenia krótkie, treściwe i o czystym jak kryształ przekazie. Tak było i tym razem…

Siedzisz teraz przed komputerem i masz oczy wpatrzone w monitor. Czytając dalej ten tekst, spróbuj wyobrazić sobie, że wychodzisz z siebie i stajesz obok jako zewnętrzny obserwator. W jakim miejscu siedzisz? Przed jakim komputerem? Co masz dookoła siebie? Jak się teraz czujesz? Jak wyglądasz?

A teraz główne pytanie: czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to, co otacza Cię właśnie w tym momencie, nie jest przypadkiem?

Możesz narzekać na to, że nie udało Ci się zdobyć tego, co chcesz; że powinieneś być w zupełnie innym miejscu i z zupełnie inną – lepszą – sytuacją finansową. Wszystkie pretensje, które kierujesz do świata zewnętrznego, możesz tak naprawdę skierować tylko i wyłącznie do jednego źródła – SAMEGO SIEBIE.

Od Ciebie wszystko się zaczyna! To Ty i tylko Ty jesteś pierwotnym źródłem wszelkiego działania. Tylko od Ciebie zależy to, w jakim momencie swojego życia jesteś. Twoje akcje decydują o tym, co masz, a czego nie. Wszystko, co robisz, ma bezpośrednie przełożenie na to, co czeka Cię jutro. Jeżeli dzisiaj nie podejmiesz się żadnego działania, tylko spędzisz cały dzień przed komputerem lub telewizorem, nie oczekuj, że następnego dnia Twoja sytuacja się zmieni.

Nie patrz więc już nieprzytomnie w monitor. Zapewne i tak zbyt dużo czasu poświęcasz na rzeczy, które sprawiają, że czas przecieka Ci między palcami. Dosyć na dziś. Jeszcze jesteś w stanie coś dzisiaj zrobić – choćby małą pozytywną dla Ciebie rzecz, która będzie miała wpływ na to, jakie okaże się Twoje jutro.

Zastanów się, co możesz takiego uczynić właśnie TERAZ i działaj. Nigdy nie jest za późno! Jeśli zaczniesz dziś, właśnie w tym momencie Twoje jutro się zmieni. A jeśli zmieni się Twoje jutro, zmieni się również pojutrze. Czy już rozumiesz, że właśnie teraz, w tej chwili, masz wpływ na to, jaka będzie Twoja przyszłość? To takie oczywiste, a tak często o tym zapominamy… Przypominam więc, by sama  pamiętać. 🙂

Dobry sprzedawca wychodzi naprzeciw potrzebom klienta

Sprzedaż odgrywa ważną rolę w życiu każdego człowieka. O tym, jak bardzo ważną, możemy przekonać się na co dzień. Zjawisko to da się zaobserwować na każdym kroku. Sprzedajemy produkty, usługi, a nawet własne zdolności – pracując. Wszystko poza nadrzędnymi wartościami podlega prawu kupna i sprzedaży. Celowo generalizuję. Nie wspominam o wyjątkach, które prawdopodobnie przychodzą Ci na myśl. Tak, one istnieją, ale stanowią potwierdzenie reguły.

Skoro wszystko można sprzedać i wszystko można kupić, to dlaczego te same produkty i usługi czasem sprzedają się lepiej, a czasem gorzej? Czy zależy to od jakości produktu bądź usługi? Być może. Ale co w przypadku sytuacji, gdy mówimy o dwóch identycznych rzeczach od tego samego producenta? Wyobraźmy sobie, że w sklepie „A” dany produkt rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, natomiast w sklepie „B” zalega na półkach. Jak to możliwe? Jeżeli różnica nie wynika z jakości oferowanego produktu, to gdzie leży przyczyna? Wygląda na to, że w samym procesie sprzedaży.

Wbrew pozorom sprzedaż jest procesem skomplikowanym. Sprzedawcy prześcigają się w ubarwianiu i uatrakcyjnianiu swoich ofert tylko po to, by zyskać klientów. Uczą się technik i metod sprzedaży, a potem często stosują je nieudolnie, co tylko wyprowadza Was z równowagi. Prawda jest taka, że mogą nawet stawać na rzęsach, ale i tak nie uda im się nic wskórać w sytuacji, gdy TY TEGO PO PROSTU NIE POTRZEBUJESZ.

Rozejrzyj się teraz dookoła siebie. Jakie rzeczy Cię otaczają? Czy aby na pewno w pełni z nich korzystasz, wszystkie Ci służą, bez żadnej rzeczy nie możesz się obyć? Nie? A no właśnie… Nie potrzebujesz ich, nie są Ci niezbędne, a mimo to posiadasz je. Jednak nie odczuwasz dyskomfortu psychicznego z tego powodu, że najzwyczajniej w świecie zalegają na półkach, bo wiesz, że pewnie jeszcze Ci się przydadzą, może raz, może dwa, może więcej. Jak to więc jest?

Można powiedzieć, że dobra sprzedaż przechodzi przez dwa ważne etapy. Pierwszy polega na uświadomieniu klientowi jego potrzeb, a drugi – na zaspokojeniu ich.

Tylko ci, którzy potrafią właściwie rozpoznać potrzeby klienta, uświadomić mu je, a następnie zaspokoić, mogą nosić miano dobrego sprzedawcy. Jednak supersprzedawcą jest ten, kto dodatkowo potrafi sprawić, że klient po zakupie danego produktu nie będzie czuł dyskomfortu psychicznego. W psychologii zjawisko to funkcjonuje pod nazwą dysonansu postdecyzyjnego.

Sprzedaż nie jest więc wciśnięciem klientowi czegoś na siłę. Samo określenie „na siłę” świadczy o tym, że klient najwyraźniej danej rzeczy nie potrzebuje. Aby sprzedaż była zadowalająca dla osoby kupującej, powinna zawierać jeszcze trzeci etap. Oznacza on wspólne uargumentowanie klienta i sprzedawcy o słuszności wyboru konkretnego produktu lub usługi.

Jednak gdy klient nie potrafi sam tego uargumentować, nie ma nic gorszego niż stwierdzenie „na pewno się to Panu przyda”. Przecież każdy sam dobrze wie, co mu się przyda, a co nie! Lecz jeśli i sprzedawca, i kupujący znajdą razem argumenty przemawiające za zakupem, można mówić o udanej sprzedaży. Sprzedawca będzie mieć poczucie, że zaspokoił potrzebę klienta i wyszedł mu naprzeciw. Klient z kolei czuje satysfakcję z podjęcia dobrej decyzji.

Oczywiście właściwe zdefiniowanie potrzeb klienta to sprawa niełatwa. Jednak istnieją tacy, którzy na zdolności definiowania potrzeb klienta. No i na zaspokajaniu zarabiają więcej niż konkurencja.